Dlaczego trenujemy bez butów?

Co jest największym wyzwaniem na pierwszym treningu z kettlami? Ściągnięcie butów!

Zawsze kiedy pierwszy proszę o to moich podopiecznych, lub uczestników zajęć grupowych widzę twarze pełne wątpliwości. Pewnie połowa zatanawia się czy na pewno jest pod dobrą opieką.  „Ale jak to?! Przecież na każdej siłowni każą nosić buty!” – ja też tego nie rozumiem. Skoro całe życie chodzimy w butach, to dlaczego mamy je ściągać na treningu?

Oto kilka najważniejszych powodów:

Po pierwsze – chodzi o bezpieczeństwo.

Nie oszukujmy się, większość z nas mówiąc „buty treningowe” ma na myśli ultra wygodnie adidasy z tysiącem systemów amortyzujących w podeszwie. I to właśnie ta podeszwa jest problemem. Trenując balistycznie z ciężarem (mówiąc po ludzku – robiąc swingi, snatch’e etc.), chcemy mieć możliwe stabilne podparcie. A co jest bardziej stabilnego od bosej stopy na twardej podłodze? Podpowiem, że na pewno nie stopa w bucie z miękką podeszwą.

A teraz wyobraź sobie, że nasza stopa jest jak fundament domu. Jeżeli on nie będzie stabilny, to dom zacznie osiadać i pękać. Jeśli stopa nie jest stabilna, to nie ma opcji żeby ustabilizować kolano, biodro, kręgosłup, a nawet bark! Grałeś kiedyś w Jengę? To doskonale wiesz co się dzieje, jak nieumiejętnie wyciągniesz klocek z samego dołu. Chyba nie chcemy, żeby to samo działo się z naszym ciałem.

Poza tym, sportowe buty zazwyczaj mają piętę sporo wyżej niż palce, co powoduje przeniesienie ciężaru ciała na przód stopy. Takie ułożenie prowadzi do zmiany wzorców ruchowych, które w połączeniu z brakiem stabilizacji są potencjalnie niebezpieczne dla naszego ciała.

Po drugie – stopa to takie trochę centrum dowodzenia.

W stopach mamy mnóstwo receptorów, które odbierają sygnały z podłoża i  przesyłają je do mózgu, dając mu znać co się dzieje z naszym ciałem.Mając te dane, mózg dokonuje jakiegoś tryliarda obliczeń i wydaje komendę „mięśnie napinajcie się!”. Mając buty, zaburzamy te sygnały, przez co informacje docierające do mózgu są „zamazane”. A to z kolei prowadzi do zaburzeń na poziomie aktywacji poszczególnych mięśni, co skutkuje powstawaniem i wzmacnianiem złych wzorców, które przenoszone są poza siłownię. Finalnie, to wszystko odbija się na naszym zdrowiu.

Po trzecie (i ten punkt nie dotyczy tylko treningu) – nasza stopa to cud inżynierii!

Naprawdę nie potrzebujemy butów z systemami typu „mega ultra hiper turbo foot stabilisation”. Kojarzysz zabytkowe budynki, których sklepienia są ułożone w łuk? Podobnie nasza stopa – ma łuki, których zadaniem jest stabilne utrzymanie całego ciężaru powyżej. Nosząc sportowe buty, które często są skonstruowane tak, że podtrzymują łuk stopy – najzwyczajniej w świecie rozleniwiamy mięśnie odpowiedzialne za stabilizację. I tu wracamy do Jengi.

Po czwarte – pokaż stopę trenerowi!

Nam – trenerom – zależy przede wszystkim na zdrowiu i sprawności osób, które z nami ćwiczą.

Prawidłowo pracująca stopa jest jednym z najistotniejszych elementów w treningu
z kettlami. Jak nie macie butów, to pracę tej stopy jest nam po prostu łatwiej ocenić.

Oczywiście, to nie jest tak, że wszystkie buty są złe. Jeżeli nie macie możliwości lub nie lubicie trenować na bosaka, to starajcie się wybierać buty z płaską, cienką podeszwą.

Osobiście polecam ultra minimalistyczne Merrel Vapor Glove, ale najprostsze trampki albo buty do boksu czy zapasów też będą ok.

Jako podsumowanie pozwolę sobie parafrazować słowa piosenki Zakopower: „TRENUJ BOSO!”

Zdjęcie na górze strony – © Łukasz Utko – www.lukfoto.pl


Paweł Grobelny - SFG1 • trener personalny